Miskoncepcje o mnie

Istnieje pewna szansa, że trafiłaś na mojego bloga z Instagrama albo jakiejś aplikacji do poznawania ludzi i jesteś ciekawa, jakim człowiekiem jestem. Dość prawdopodobne jest też, że coś sobie tu poczytałaś i się z tym bardzo nie zgadzasz (czyli możliwe, że nie zmarnujemy swojego czasu), lub mocno przytakujesz (wtedy ten artykuł jest w 100% dla ciebie). Prawda jest taka, że często nie mamy kontroli nad swoim pierwszym wrażeniem. Mamy za to kontrolę nad swoim czasem, toteż żeby ułatwić pewne sprawy, opiszę trochę siebie.

Nie będę ukrywał – jest w moim życiu pewien fenomen, który dopiero od niedawna w jakiś sposób rozumiem. Część ludzi, których poznaję ma tendencję do przesadnego malowania mojej osoby pasującymi im cechami. Mówiąc prościej – zdarza się, że robię zupełnie inne wrażenie PRZED spotkaniem niż NA spotkaniu. Często różnica ta jest na tyle duża, że kolejnych potem już nie ma 🙂 Usłyszałem kiedyś, że bardzo szybko łamię wszelkie wyobrażenia na mój temat i zastępuję je rzeczywistością, która nierzadko nijak się do nich ma.

I to jest w porządku, bo nie wszyscy muszą się lubić, ale jednak czas swój warto szanować, stąd ten artykuł. Przyjrzyjmy się zatem pięciu najbardziej błędnym ocenom, którym podlegam po przejrzeniu moich profili w social media.

 

#1 – Wymagający, który dobrze wie, czego chce

Od razu powiem – mam w życiu duży problem, którego nie umiem rozwiązać. Kobiety, z którymi dogaduję się bardzo dobrze na starcie z reguły nie są przeze mnie traktowane jako dobre partnerki do związku. Z drugiej strony, te, które wydają się dobre na długotrwałą relację z reguły nie łapią ze mną dobrego kontaktu na początku znajomości 🙂

Poznaję ludzi od lat i uważam, że przy zatrzymaniu tego procesu zatrzymuje się rozwój człowieka. W związku z tym jestem w stanie mniej więcej powiedzieć, z kim historycznie, na przestrzeni czasu dogaduję się dobrze, a z kim nie. Na bazie doświadczenia życiowego ekstrapoluję ten proces na przyszłe relacje. Przykład?

Jeśli z kilkunastoma osobami niepijącymi nigdy nie doszło do zbudowania jakiejkolwiek relacji wykraczającej poza 2-3 spotkania, to mam prawo być dość przekonany, że i z kolejną tak będzie. I tu nie chodzi o to, że ja mam coś do osób niepijących, że uważam je za dziwne albo, że je oceniam. NIE. To po prostu doświadczenie.

Podobnie sytuacja ma się z kobietami, które nie lubią swojego ciała i mają dość trudną relację ze sobą. Poznałem takich w życiu trochę i wiem już, że to nie ma sensu. Relacja z osobą pewną siebie, która lubi siebie, swoje ciało i nie ucieka od przyjemności to zupełnie inny poziom. Sam lubię siebie na tyle, że nie chcę już poniżej niego schodzić.

I znów, NIE oznacza to, że jak masz kompleksy, to mam cię za gorszą. Nie. Mogę tylko wyrazić smutek, bo zapewne jesteś piękną i interesującą kobietą (tylko pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy), ale ja odmawiam bycia tym, który ci to udowodni. I zdaję sobie sprawę, że taki stan często nie jest winą kobiety, tylko poprzednich relacji i chujowego społeczeństwa, w którym żyjemy, ale nadal – nie nadaję się do naprawienia twojej głowy.

Te wszystkie rzeczy nie są binarne i nie chodzi o to, że każdy musi je spełniać, bo inaczej rozstrzelam 🙂 To bardziej taki guideline – im więcej elementów się zgadza, tym większa szansa, że się polubimy. Tak po prostu, życiowo, a nie po jakiejś wyimaginowanej checkliście.

 

#2 – Klasycznie i elegancko na zdjęciach, pewnie dżentelmen

Czasami widzę próbę wzięcia mnie pod włos – „że taki dżentelmen jak ty pewnie…”, „wierzę, że mnie czymś zaskoczysz”, itd. Zawsze powoduje to mój uśmiech, ale to przynajmniej fair, bo ktoś o tym pisze 🙂 Gorzej, jeśli to się nie dzieje i na spotkaniu wybucha głośny i zdecydowanie przepełniony balon.

Od razu zaznaczę – NIE jestem dżentelmenem. Nie będę stawiał cię na piedestale. Nie zamierzam dopytywać się, czy po ciebie podjechać, czy poradzisz sobie z dojazdem, czy zamówić ci taksówkę. Nie będę pytał, co bierzesz w knajpie i nie wyjmę karty, żeby czym prędzej pokryć rachunek. Ba, na pierwszym spotkaniu nie ma najmniejszych szans, że pójdziemy na randkę i zjemy kolację 🙂

Powiem więcej – powyższe to dla mnie seksizm. To zachowywanie się inaczej w stosunku do kobiety, ponieważ jest ona kobietą i dla niej są inne standardy. Przykłady?

  1. Jeśli umawiamy się gdzieś na miejscu i mamy deal, to rozumiem, że dojedziesz bez problemu bo jesteś inteligentną i zdolną osobą, która nie potrzebuje jakiegoś randoma z Internetu, żeby cię podwiózł.
  2. Jeśli idziemy na piwo, to idziemy na piwo. Skoro się tak umówiliśmy to ja jestem nastawiony na wypicie piwa i jeśli przyjedziesz samochodem to wybacz, ale nie zmienię nagle planu na spotkanie bo ta ochota we mnie już tak wykiełkowała, że się jej nie usunie 🙂 Ty możesz pić co chcesz, ale ja wezmę piwo. Przykład obrazowy, nie chodzi o konkretną sytuację.
  3. Jeśli wychodzisz na miasto to oczekuję, że masz czym za siebie zapłacić. To minimalna ilość przypadków, ale nie jestem sponsorem. Mam prawo sądzić, że jesteś na tyle ogarnięta w życiu, że stać cię na drinka. I nie, tutaj od razu warto zaznaczyć – jeśli stać cię na wiele drinków, ale oczekujesz od faceta, że i tak będzie za ciebie płacił, to możesz od razu przestać czytać, bo to nie ja 🙂

Taki side note od razu – do tego jeszcze przeklinam, bezpośrednio i wprost wyrażam swoje zdanie (ale nie jestem chamem – niby mała, a jednak różnica; bycie asertywnym nie oznacza plucia komuś w twarz) i zdarzy mi się zrobić coś zuchwałego.

Aha – i na koniec. Mam południowe podejście do poznawania ludzi. Często dotykam, zupełnie nieseksualnie, jak z automatu. Uszanuję, jeśli taka nie jesteś i tego nie lubisz ale proszę, zrozum to. Fakt, że dotykam cię po ramieniu w rozmowie NIE oznacza, że od razu się z tobą spoufalam. Osoby będące kiedyś we Włoszech czy Hiszpanii powinny to od razu zrozumieć, ale dla innych warto to zaznaczyć.

 

#3 – IT, firma, zainteresowania – pewnie jakiś koneser życia

Poznałem kiedyś Tatianę w jednej ze swoich poprzednich prac. Miałem wtedy taki eksperyment, że codziennie chodziłem w innym garniturze (generalnie – zbieram zegarki i garnitury i o ile te pierwsze noszę regularnie, to tych drugich zbytnio okazji założyć nie miewam). Oczywiście w firmie IT był to dość zabawny widok, ale jednak zebrałem spory feedback i byłem w stanie nieźle przerzedzić swoją szafę. Ale przejdźmy do sedna.

Z Tatianą spotkałem się dopiero, jak już zmieniłem pracę. Pamiętam to jak dzisiaj – umawiamy się w moim, wtedy ulubionym (acz już nie istniejącym – RIP) barze Salut przy Nowogrodzkiej 16. Zwykła rudera z Perłą za 5zł. Ja przyszedłem w eleganckiej koszuli, a Tatiana założyła ładną sukienkę.

Do dzisiaj pamiętam jej zdziwienie, już po całkiem udanym spotkaniu, gdy mówiła mi, że zupełnie inaczej sobie mnie wyobrażała. Myślała, że skoro chodzę w tych garniturach to jestem kimś ważnym i mam bardzo duże wymagania co do życia. Była przekonana, że pójdziemy do baru z drogą whisky, że zapalę cygaro i ogólnie stresowała się tym spotkaniem 😀 Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy mijając tanią chlalnię browarów powiedziałem, ze to tutaj.

Co zabawne, przyjaźnimy się do dzisiaj i jednym z powodów tego stanu jest to, że jednak się taki nie okazałem. Ale komentując dalej, akurat przy temacie alkoholu, co zdarzyło mi się słyszeć na mój temat już po poznaniu:

  1. Że jestem złotówą i wolę tanie alkohole – TAK. Generalnie pieniędzmi w życiu się nie muszę przejmować, ale nie oznacza to, że będę nimi szastać. Nie jest mi nawet przykro, że ktoś tego nie rozumie. Wolę wydać je na podróż, gadżety technologiczne, projektor, dobre jedzenie, samochód, ale nie na alkohol. A przede wszystkim – wole mieć oszczędności, bo pieniądze to możliwości. Szkoda spuszczać ich w gardle więcej, niż potrzeba. Piwo za dychę? Jasne, od razu dwa poproszę. Kraftowy Artezan za dwie dychy? Dziękuję, wolę za to wypić dwie Warki.
  2. Że jestem niewymagający i piję jak student – TAK. Wypiję wszystko, nawet najgorsze siki jeśli będzie taka potrzeba. Niestety nie docenię jakości tego krafta i nie uniesie mnie delikatna nutka pomarańczy w tamtym etiopskim piwie regionalnym. Dlaczego? Bo takie mam kubki smakowe. Mój smak alkoholu jest prymitywny i przepraszam, ale etap wmawiania sobie, że jest inaczej mam już za sobą. Jeśli przeszkadza ci, że pójdziemy na Perłę, a nie do Cudów na Kiju – może nie powinniśmy iść w ogóle.
  3. Że mam swoje stałe miejsca i tam przesiaduję – TAK. Jestem jak bohaterowie HIMYM czy Przyjaciół – z reguły znajduję swoje miejsce i tak zwyczajnie, lubię się w nim zalęgnąć.

Wracając już do szerszego życia – mam sfery, w których cenię sobie jakość, ale posiadam też takie, w których ta jakość ma dla mnie niewielkie znaczenie. Generalnie zasada jest taka, że im coś kosztuje więcej, tym mam do tego większe oczekiwania jakościowe. Dlatego z reguły mam topowy telefon (bo to też m.in. narzędzie mojej pracy), ale w barze biorę najtańsze z kija, a w Żabce szukam przecenionej kanapki na śniadanie. Wiem, że wielu osobom to nie pasuje, więc zupełnie szczerze i bez bicia to tutaj przyznaję.

 

#4 – Zadufany w sobie i zawsze musi mieć rację

Nie wiem, czy to akurat wrażenie bijące z mojego profilu, czy bardziej generalny stan myślenia o facetach w naszym zakątku świata.

Czasami mam wrażenie, że facet z defaultu jawi się jako taki właśnie zakochany w sobie dupek, który zawsze musi udowodnić swoją rację i być na górze. Że rywalizacja jest głęboko zapisana w jego duszy, a ego przesłania mu zdolność samodzielnego myślenia. Dodatkowo można jeszcze do tego dorzucić domniemanie średniej inteligencji oraz myślenie penisem i mamy idealny opis 🙂

Co do zasady, skoro dotrwałaś do tego punktu to chyba powinno już w tobie kiełkować przekonanie, że tak u mnie nie jest, ale prześledźmy to na kilku punktach zaczepienia.

  1. Kwestia ego – to mam już przerobione. Nie muszę nikomu nic udowadniać, nie czuję się skłonny do dominowania i nie kręci mnie to, że mam rację (o tym później). Nie boli mnie, jeśli się mylę. Patrzę na ludzi jak na partnera w konwersacji, a nie box do zaznaczenia z napisem „ustawiony na swoje miejsce”. Nie da się zrobić praktycznie niczego, co by wpłynęło na moje poczucie własnej wartości. I to ma konsekwencje, ale za chwilę.
  2. Racja – szczególnie miłuję naukę. Uważam, że poza ogólnym pędem do poznawania świata najpiękniejsze w niej jest to, że chętnie przyznaje się do błędu. Jeśli jakaś hipoteza okazała się nieprawdziwa, naukowcy nie stają okoniem, tylko szukają innej. Lata zainteresowań okołonaukowych sprawiły, że jeżeli popełniam błąd, chętnie się do niego przyznaję. Jeśli ktoś wskaże nieścisłości w moim myśleniu, podziękuję i je zmienię, a nie się przy nim zabunkruje. Szczerze mówiąc to jedna z cech, z której wytworzenia u siebie jestem najbardziej zadowolony 😉
  3. Inteligencja – to jest bardzo ciekawa sprawa, bo tym terminem prawie wszyscy wycierają sobie gęby na Tinderze tak często, że jest już chyba wytartą, szarą szmatą. Tak, uważam, że życie mi jej nie poskąpiło. Nie, nie uważam się za „mózgowca”, nie znam swojego IQ (pewnie jest średnie) i nie jest to dla mnie definiująca mnie rzecz. Z pewnością jest mnóstwo ludzi bardziej ode mnie inteligentnych i z wielką chęcią przybiję im piątkę i się z nimi napiję. Czytam i rozwijam się, bo jestem ciekawy świata, a nie żeby wyjść na inteligentnego. Taki side note – proszę, nie chwal się tym na spotkaniu. Z góry zakładam, że moja rozmówczyni jest ciekawa świata i inteligentna i nie potrzebuję tego werbalnego potwierdzenia.

I ostatnia konsekwencja – jeśli uważasz, że relacja to gra i przeciąganie liny, najpewniej w ogóle nie podejdę do tej „rywalizacji”. Dla mnie, jeśli już to gra, to do jednej bramki. Celem nie jest może jak najszybsze wbicie gola, ale na pewno też nie rozstawianie po drodze słupków. Kobiety, które lubią być zdobywane przez facetów i stanowić dla nich wyzwanie mogą się teraz wysypać – a mi pozostaje tylko przeprosić, że napisałem o tym tak późno 😉

 

#5 – Poważny i bardzo zajęty swoimi sprawami

Na koniec wisienka na torcie, która trochę łączy się z punktem trzecim i która trochę utrudnia mi relacje z pewnym typem ludzi. Chodzi tutaj o podejście do pracy i swojego miejsca w życiu. Mam wrażenie, że czasami z bardzo daleka robię wrażenie profesjonalnego menedżera, które jest wręcz miażdżone z okrutnym trzaskiem zaraz po tym, jak otworzę usta.

Tak, bardzo lubię swoją pracę. Uważam, że nigdzie nie będzie mi lepiej przy zachowaniu modelu sprzedawania czasu za pieniądze (to, swoją drogą mój największy obecny problem – jak przekonwertować to do łatwo skalowalnego sprzedawania produktu?). Cieszę się, że jestem seniorem i że robię ciekawe projekty. Ale uwaga – to tyle.

Chętnie poopowiadam o pracy, ale bez szczególnego płomienia w oczach. Słyszałem kiedyś od dziewczyny, że ona wolałaby zarabiać mniej, ale kochać to, co robi. Ja bym nie wolał 😉

Praca to tylko część mojego życia, daleka od najważniejszej. Moje miejsce na drabince IT i rozwój mojej kariery zawdzięczam przede wszystkim temu, że byłem w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i nie bałem się odezwać, a także szczęściu. Na pewno NIE ciężkiej pracy. Jestem zdecydowanym fanem stwierdzenia „work smart, not hard”. Nigdy nie mam nadgodzin i nie zostaję do późna.

Piszę to dlatego, że zauważam pewną prawidłowość – im wyżej kobieta jest w hierarchii korporacyjnej i im bardziej praca jest dla niej ważna, tym mniej się dogadujemy. Miałem czasami wrażenie wręcz pewnej wrogości, gdy opowiadałem o tym, jak pracuję. Jakby cały ten profesjonalny image, który ktoś sobie o mnie zbudował (a nie ukrywajmy – to jest ważne i dzieje się jakby samo z siebie, jeśli poważna praca stanowi dla kogoś clou egzystencji) roztrzaskał się w drobny mak.

Do tego warto jeszcze dodać, że jestem śmieszkiem i zdecydowanym fanem ubogiego żartu. Chętnie też robię z siebie debila i bardzo lubię się śmiać, nawet z bardzo głupich rzeczy. Nie oczekuj po mnie wyrafinowanego humoru.

Nie oszukujmy się – ani moja branża, ani ja nie wnosimy pewnego rodzaju wagi, jaką cieszy się w Polsce np. zawód prawnika czy lekarza. Mimo tego, że nie jestem programistą i podchodzę do tematu bardziej od strony zarządczej, próżno szukać u mnie cech poważnego człowieka zorientowanego na karierę. Ja ten etap nawet nie tyle mam już za sobą, co go w ogóle w życiu pominąłem. I szczerze mówiąc cholernie się z tego cieszę, bo nie kręci mnie w żaden sposób wyścig szczurów.

 

I to tyle. Na razie nie mam tu pointy, nie wymyśliłem jej jeszcze 😉 Gratulację dotrwania do tego momentu. Teraz masz pełnię informacji, na bazie których, mam nadzieję, podejmiesz trafną decyzję – czy odpisać mi dalej i iść ze mną na tanie piwo, czy usunąć parę 🙂 W obu sytuacjach pozdrawiam bardzo serdecznie i niezmiennie życzę dużo szczęścia, radości i przyjemności w życiu.

Zapisz się do newslettera!

Dołącz do osób, które regularnie otrzymują ostre i kontrowersyjne treści, które z racji charakteru bloga nie nadają się do publikacji.
Tomek Opublikowane przez:

Na co dzień pomagam zespołom i organizacjom w byciu bardziej zwinnymi przy wytwarzaniu oprogramowania. Spełniam się też w branży e-commerce. Zbieram zegarki, jaram się technologią i nauką (fizyka, astronomia, biologia). Potrafię uwarzyć własne piwo, zrobić sesję zdjęciową i tworzyć muzykę. Pracuję nad swoją własną sagą książek. Prowadziłem kiedyś bloga lifestylowego. Potem przestałem, żeby zacząć zarabiać porządne pieniądze. Spełniłem swój cel i wracam do pisania.